Adoracja to trwanie w ciszy, gdy tuż za ścianą świat aż dudni, to zatopienie w modlitwie kontemplacyjnej, gdy tuż za ścianą ryczą zgiełkiem reklam głośniki sklepów, tramwajów i biur. Adoracja jest cudem przerwania choć na parę minut przyziemnej gonitwy - jednym wielkim kołem ratunkowym. A świątynie i kaplice, gdzie trwa ten nieziemski rytuał są niczym bezpieczne arki na spienionych wodach potopu. No bo spójrzcie: czy nie zdarzyło się Wam choć raz wejść do mijanego kościoła ot, tak, przypadkiem, z impulsu chwili, gdzieś między irytującą rozmową telefoniczną a zaplanowanym spotkaniem, które, na przykład, miało Was kosztować sporo nerwów? Czy nie uspokoiło Was tych kilka minut spędzonych w ciszy, na kolanach, często bez słów? Czy nie rozjaśniło choć troszkę Waszych myśli? Czy nie oddaliło na dobrą, zdrową odległość, od spraw, które właśnie były tuż za, albo tuż przed Wami?