Stanisław Lem podobno bardzo szybko jak na siebie napisał ten zbiór krótkich humoresek, podporządkowanych wspólnemu zamysłowi. Cybernetyczną rzeczywistość z przyszłości połączył z baśniowym światem dawnych stuleci.
To nie wszystko, całość okrasił staropolską stylizacją, odwołał się do języka Sienkiewicza i do pamiętników Paska, tworząc język zwany starobocim. Przecież roboty wyemancypowały się spod władzy ludzi i nikt nie mógł zabronić im kultywowania średniowiecznych obyczajów, skoro miały na to ochotę...
Zabawne zestawienie baśni i science fiction zaowocowało kolejnymi pomysłami. Rycerzami były zmechanizowane, dobrze naoliwione roboty, a rolę czarnoksiężników przejęli uczeni konstruktorzy, którzy potrafili dużo więcej niż inni i w baśniowym świecie walczyli za pomocą czarów i różdżek. Tu ich orężem były technika i rozum. Leśne i polne drogi zamienili na kosmiczną przestrzeń, a piękne rumaki na nowoczesne kosmoloty. „Bajki robotów” zapoczątkowały cykl nazwany potem „Cyberiadą”.