Od pierwszych minut filmu Sorrentino z wielkim wyczuciem buduje klimat swojej opowieści. Na pierwszym planie umieszcza zgarbionego, cierpiącego na chroniczną migrenę mężczyznę, który przypomina kreaturę żywcem wyjętą z dzieł ekspresjonizmu niemieckiego. Polityk sunie przez kadry filmu z kamienną, pozbawioną emocji twarzą i tylko czasem pozwala sobie na grymas niezadowolenia wywołany chwilowym poczuciem utraty kontroli nad rzeczywistością. "Boski" to jednak nie tylko portret słynnego premiera, ale także autorska wizja przeżartej korupcją włoskiej polityki z jej niezliczonymi zależnościami i trudnymi do zrozumienia sieciami powiązań. Przypomina on wielką scenę zaludnioną przez pomniejszych figurantów, grube ryby i paru, kierujących wszystkim dziwaków. Przykryty frazesami o chrześcijańskiej miłości bliźniego pozostaje światem cynizmu i dystansu, światem, w którego reguły do mistrzostwa opanował Giulio Andreotti.