Czy można opowiadać o wewnętrznych rozterkach i przeżyciach za pomocą walki kung-fu? Okazuje się, że tak, najlepszym dowodem Przyczajony tygrys, ukryty smok. Nie wierzycie? Obejrzyjcie pojedynki małej Lu, zwłaszcza przepiękną poetycką walkę na koronach drzew. Ang Lee zapragnął nakręcić film zagłębiony w tradycji chińskiej, ale zrozumiały dla ludzi Zachodu - i w pełni mu się udało. Choć niewiele wiemy o wojownikach wuxia, o ich zasadach i o kierujących nimi wartościach, mamy możliwość poznać to z filmu, który ma całkiem dla nas zrozumiałą konstrukcje fabularną i ukazuje dylematy znane pod każdą szerokością geograficzną. To także jeden z najpiękniejszych wizualnie filmów, zarówno w warstwie scenografii, jak i choreografii walk - oczywiście trzeba zaakceptować nadludzkie możliwości bohaterów. A jeśli ktoś nie uroni łzy na koniec filmu, to znaczy, że twardy z niego człowiek.