Dziennik Julii Hartwig z lat 1986-1992 powstał u schyłku PRL, po formalnym zniesieniu stanu wojennego i na początku nowej epoki. O tych czasach mówiła: "Mieliśmy poczucie zagrożenia, stąd brała się potrzeba obrony wartości. Teraz nikt od pisarzy nie wymaga takiego wysiłku. Sprawy układają się normalnie, a normalnie to znaczy często nic".